SIEMA!

Dzięki, że wpadłęś/aś. Ta strona przeznaczona jest jedynie na ekrany monitorów. Zapraszam ponownie gdy wrócisz do domu i usiądziesz do komputera. Rozejrzyj się wokół, świat jest piękny!

Wspieraj swojego lokalnego dizajnera
Person wearing a yellow hat and blue coat holding a black and white geometric patterned board with CSS code in the center.

Mam kosę z ludźmi, którzy czują się zbulwersowani i zaniepokojeni jakąkolwiek ekspresją twórczą, która jest nietypowa, niespodziewana, nieznana. Oni czują autentyczne zaniepokojenie, gdy są wyeksponowani na tego typu widok. Uważam to za formę duchowego i intelektualnego upośledzenia. Ich model egzystencji jest statyczny. Wszystko co dynamiczne wywołuje u nich zawrót głowy. Nie bez kozery ludzie ci prawie zawsze są wyznawcami któreś z upośledzonej, wstecznej, regresywnej ideologii. Paternalistycznej i kolektywistycznej. Oni po prostu boją się indywiduacji. I często sado-masochistyczny stosunek do drugiego człowieka daje im protezę poczucia porządku i bezpieczeństwa. Wiesz co mam na myśli. Kłaniać się temu, kto jest nad Tobą i gnoić tego, który jest pod Tobą. Tak wyglądała mentalna matryca całego XX wieku. Ci ludzie nigdy nie odeszli. W obecnym klimacie znowu zaczynają podnosić komusze i nacjonalistyczne głowy. Powraca ponowoczesny neofaszyzm, którego niczym wilka z lasu wywołali nihiliści i głupcy przeciwnego dialektycznie typu, czyli lewacy spod znaku Woke.

skan komiksu w którym usunięto postaci i pozostawiono jedynie tła scen

To co widzisz powyżej, to sceny z komiksów, z których wymazano postacie. Pozostało samo tło. Niesamowicie klimatyczne kompozycje rysunkowe. Konserwatyści co najwyżej skrzywią się na ten widok. “Eh, znowu jakieś wydziwianie”. To jeszcze za mało, by wywołać w nich niepokój i dynamiczny zawrót głowy; panikę moralną. Mój umysł to bystry strumień, Wasz to śmierdzący staw. I co gorsza sami wybraliście sobie tak żałosny los. Bo jeżeli ja byłem w stanie zdekonstruować nihilizm i resentyment, a także rozmaite psychologiczne projekcje radykalnej lewicy, której niegdyś byłem wyznawcą, to znaczy, że każdy może to zrobić. Każdy człowiek ma wybór. Jesteśmy ontologicznymi wrogami i już jakiś czas temu przestałem się patyczkować w swojej narracji. Wiem z czego jesteście zrobieni. Znam Was jak własną kieszeń - zbawcy świata reakcyjni lub rewolucyjni. Dziwna i zaskakująca sztuka, która jednocześnie jest warsztatowo naprawdę dopracowana, sztuka, która odzwierciedla powiedzenie “to nie lada sztuka” - jako symbol czegoś trudnego w wykonaniu - to klucz francuski, który włożymy w tryby podnoszących łeb autorytaryzmów wszelkiego rodzaju. Jedno albo drugie pęknie. Pożyjemy, zobaczymy.

Tatlin Tower i graffiti którego styl może kojarzyć się ze stalową konstrukcją Tatlina
Sztuka – między resentymentem

Między resentymentem a bogobojnością

Manifest Prometejski cz 2

Czytałeś mój Manifest Prometejski. Poruszył Cię on. I co dalej? Jak nawigować przez życie i budować swój światopogląd, unikając przy tym wstecznych ideologii? Jak się na nie uodpornić, jak się ustrzec przed ich zwodniczym, emocjonalnym urokiem?

A może przez myśl przeszło Ci: jaką sztuką mam się inspirować? Jakich krytyków sztuki, muzyki i literatury mam słuchać jako prometeista?

Chciałbym Ci odpowiedzieć niczym zbuntowany nastolatek: słuchaj tylko siebie! Róbta co chceta!

Albo jak guru New Age: słuchaj swojego serca!

Ale oboje wiemy, że to guzik prawda. Potrzebujemy inspiracji, edukacji, autorytetów i punktów odniesienia. Nie powiem Ci jakich krytyków słuchać, lecz jakich nie słuchać, albo jeszcze precyzyjniej – opinie których przepuszczać przez odpowiednie filtry.

Polityczne i religijne wrażliwości oraz ich związek ze sztuką

Społeczeństwo podzielone jest z grubsza na trzy grupy światopoglądowe. Egalitarystów, konserwatystów i wolnościowców. Różne -izmy są na ogół wariacjami a czasem też kombinacjami trzech powyższych. Zdecydowaną większość populacji stanowią egalitaryści i konserwatyści – ilościowo mniej więcej po połowie. Role te są potrzebne a dyskursywne tarcie pomiędzy nimi powoduje rozwój intelektualny cywilizacji. Lewica to adwokat, prawica to prokurator – tak możemy to sobie wyobrazić. Problem zaczyna się, gdy jedna lub druga strona zyskuje znaczną przewagę albo radykalizuje się, powodując w ten sposób dialektyczną odpowiedź uradykalnienia ze strony przeciwnej. Symbolicznie rzecz biorąc:

Lewicowy egalitaryzm to tęsknota za bezwarunkowo kochającą matką.
Prawicowy konserwatyzm – za surowym, ale sprawiedliwym ojcem.
A liberał? To dziecko, które postanowiło dorosnąć samo.

Trzy drogi duchowości

Podobnego podziału można dokonać odnośnie ludzkiego stosunku do duchowości. Pierwsza najliczniejsza grupa to osoby, które twierdzą, że nie ma czegoś takiego jak dusza i Bóg. Często są oni lewicowymi egalitarystami oraz liberałami/libertarianami.

Druga najliczniejsza grupa to osoby, które twierdzą, że istnieje Bóg osobowy, którego znamy z jednej ze starożytnych ksiąg. Bóg ten ingeruje nieustannie w nasz świat – taki kosmiczny super tata – i do Boga można dostać się głównie poprzez uległość i posłuszeństwo. Ci z kolei zazwyczaj są prawicowymi konserwatystami.

Trzecia – póki co najmniej liczna grupa – to osoby, które twierdzą, że nie wiemy nic o Bogu i dopiero zaczynamy rozumieć naszą człowieczą sytuację. Że do Boga można dostać się głównie poprzez rozwój i świadomą autokreację. Że to rozwój sprawia, iż upodobniamy się do Boga, powoli na przestrzeni dziejów oddalając się od naszych post-zwierzęcych korzeni.

Jak to się ma do sztuki? Bardzo mocno. Jak się za chwilę przekonamy, obydwie dominujące modalności światopoglądowe mają wpływ na ludzką wrażliwość i rozumienie roli sztuki.

Egalitarni wrażliwcy i fetysz słabości

To są ci wszyscy ludzie, dla których sztuka może być totalnie profanacyjna, szokująca, dziwaczna, niezrozumiała i anty estetyczna. No problem – tak długo, jak bierzesz w obronę tak zwanych „słabszych”. „Słabszych” według najnowszego konsensusu wielkomiejskiej inteligencji.

Fakty? Logika? To sprawy drugorzędne. Najważniejsze – mieć odpowiedni ton moralny.  

Co więcej, sztuka użytkowa lub architektura – dwie rzeczy, które zazębiają się z ogólnym interesem społecznym lub konfliktem interesów wewnątrz społeczeństwa – są szczególnym obiektem ich zainteresowania.

I słusznie, powinny być!

Problem polega na tym, że nasi egalitarni wrażliwcy operują z poziomu nieuświadomionego resentymentu względem silniejszego. Względem tego, który ma więcej– pieniędzy, kobiet lub mięśni. (Wiem coś o tym, ponieważ sam byłem radykalnym lewicowcem i znam dość dobrze tą strukturę charakterologiczną). Fakt ten, ma przemożny wpływ na ich percepcję sztuki, muzyki i architektury.

Można zaobserwować, że z dystansem lub niechęcią odnoszą się do wszystkiego, co może kojarzyć się z siłą, sukcesem, wigorem, klasycznie rozumianym pięknem, rywalizacją, a także męskością.

Wysokie, szklane wieżowce w centrum budzą w nich niepokój. Budzą sceptycyzm. Będą usprawiedliwiać ten niepokój i sceptycyzm wieloma fancy teoriami; o miastach dla ludzi a nie dla biznesu, czy coś w tym stylu – trochę tu improwizuję.

Będą twierdzić też, że wysokie szklane wieżowce są nieestetyczne, mimo że większość ludzi zapytana na ulicy odpowie, że wieżowce wyglądają fajnie. Niektórzy wręcz, że zajebiście. Bo prawda jest taka, że z estetycznego punktu widzenia, wieżowiec nie jest piękny. Nie jest uroczy. Jest zajebisty – to jest najbardziej adekwatne słowo, wyrażające ładunek emocjonalny jaki ze sobą niesie.

Skąd więc ten opór u lewicowych intelektualistów? Domyślam się skąd. Przecież wieżowce to symbole falliczne. To symbole dominującej męskości, statusu i władzy. A oni nienawidzą mężczyzn i męskości, pojęcia władzy, a nawet pojęcia piękna, jako że piękno fizyczne jest immanentnie nie sprawiedliwe – niektórym zwyczajnie nie przypadło ono w udziale. Sam fakt, że facet noszący zastanawiająco za długie krawaty, może postawić drapacz chmur i nazwać go Trump Tower, spędza im sen z powiek.

Rzeźbiarz i prometeista Fen de Villiers na swoim wykładzie stwierdził, iż na Zachodzie panuje swoista ginokracja w kręgach kuratorów sztuki. Dla kuratorek i krytyczek wysoce podejrzana jest sztuka, która wyraża optymizm, energię i siłę. I często ląduje ona na cenzurowanym, nie mając instytucjonalnego wsparcia.

Jak więc czytać tych intelektualistów? Musisz zrozumieć, że czasem ich argumenty mogą być słuszne. Bardzo możliwe, że las drapaczy w centrum niesie ze sobą negatywne reperkusje dla zwykłych mieszkańców, dla przyrody, dla czegokolwiek. Ale miej też z tyłu głowy, że jeżeli taką opinię wyraża ktoś otwarcie lewicowy, to jego postawa może mieć drugie dno zwykłych uprzedzeń i psychologicznych projekcji.

Bogobojnie uwstecznieni i ich lęk przed ludzką wyobraźnią

Tych jest zdecydowanie mniej w świecie sztuki, dizajnu i architektury, jako że branże te są zdominowane przez lewicę. Tu chodzi bardziej o konserwatywnych intelektualistów, którzy zawodowo nie zajmują się krytyką sztuki, lecz sporadycznie wypowiadają się na jej temat. Prawie zawsze negatywnie.

Skąd ich krytycyzm? Co do zasady boją się oni każdej sztuki, która odchodzi od figuratywnego przedstawienia „porządku bożego”, czyli świata takim jakim on jest, a jednocześnie emancypuje ludzką wyobraźnię. Innymi słowy sztuka, która eksploruje siłę naszej imaginacji, stwarzania czegoś nowego, czegoś co nie jest usłużne klasycznym kanonom piękna lub klasycznym kanonom dobra i zła.

Surrealizm, abstrakcja, brutalizm, eksperymenty z formą i treścią. Wszystko to jest podejrzanie „lucyferyczne”, jako że człowiek zaczyna bawić się w „Pana Boga” – nie przedstawia Bożego stworzenia w uroczych pejzażach, portretach lub scenach biblijnych na sklepieniach świątyni, lecz przedstawia owoc swojej własnej jaźni.

Dobrym przykładem takiego intelektualisty był Krzysztof Karoń, który programowo krytykował wszystko postmodernistyczne. Kompozycje Pendereckiego nazywał „kocią muzyką” i „rzempoleniem”, gdyż nie były ładne i wzruszające w tradycyjnym znaczeniu tego słowa. A tymczasem kompozycje Pendereckiego brzmiały jak ścieżki dźwiękowe horroru, ponieważ miały tak brzmieć! Ta muzyka – jak na przykład Tren dla Hiroszimy – miała wyrażać nieromantyczną, odczłowieczoną grozę. Co więcej twórcy filmów często sięgali po kompozycje Pendereckiego:

  • "Lśnienie" (1980)

Stanley Kubrick wykorzystał muzykę Pendereckiego, a zwłaszcza jego "Ofiarom Hiroszimy – Tren", aby stworzyć przerażającą i niepokojącą atmosferę w swoim dziele, które jest klasykiem gatunku. 

  • "Twin Peaks" (serial)

"Tren «Ofiarom Hiroszimy»" pojawia się w kilku odcinkach, w tym w kultowej scenie z eksplozją atomową, budując psychodeliczny, apokaliptyczny nastrój. 

  • "Wyspa tajemnic" (2010)

W filmie Martina Scorsese pojawia się "Symfonia nr 3 Passacaglia – Allegro Moderato", która doskonale oddaje narastające napięcie i mroczny klimat opowieści. 

Jak się tylko mogę domyślać, konserwatywni krytycy nie przepadają również za medytującym Lynchem i gnostykiem Kubrickiem. To co nowe i inne, zawsze z automatu jest podejrzane. Zagrażające ustalonemu porządkowi rzeczy. Krnąbrne i butne – a powinno być pokorne i usłużne. Na tym właśnie polega prawicowa neuroza.

Najbardziej skrajni przedstawiciele takiej interpretacji na ludzką sytuację, którzy opanowali długi pas Ziemi od Afryki Zachodniej aż po Indie, poszli na tyle daleko, że całkowicie zakazali pewnych form sztuki a inne poddali ostrym obostrzeniom. (Tak, mówię o muzułmanach)

Ludzie o osobowościach sado-masochistycznych (autorytarnych – jak powiedzieli by Frankfurtczycy) lub po prostu ukształtowani przez skrajnie hierarchiczne, paternalistyczne i konserwatywne kultury, z definicji gardzą sztuką i artystami.

Zauważyłeś to? I to nie jest również przypadkiem, że ci ludzie i te kultury zazwyczaj nienawidzą kobiet i kobiecości – zupełnie jak lustrzane odbicie wspomnianych wcześniej wrażliwców od równości.

Bo sztuka i pierwiastek żeński to żywioły rozpuszczające granice, destabilizujące, miłujące nieustanny rozwój ponad stabilność.

Jak słuchać tych intelektualistów? Czasem mogą mieć racje – ileż razy sztuka nowoczesna zabrnęła w ślepą uliczkę. Ile razy potknęła się o własne, nie zawiązane sznurówki. Mają też całkowitą rację, wskazując na niesmaczne wręcz upolitycznienie współczesnych artystów-wrażliwców.

Ale miej z tyłu głowy, że ci panowie co do zasady boją się wszystkiego co nowe, co nieznane, czego nie da się przyswoić przy pomocy tradycyjnej moralności i pojęć.

Sztuka jako duchowy test na człowieczeństwo

Egalitarysta nienawidzi siły. Konserwatysta boi się wolności i wszystkiego co inne. A artysta, prawdziwy artysta – przekracza ów resentyment i lęk. Bo jego misją nie jest pocieszać ani moralizować. Jego misją jest rozwijać siebie samego i swego bliźniego.

A zatem mówiąc wprost: jaką sztukę należy wspierać?

Sztukę, która podnosi ludzkiego ducha.
Taką, która nie tłumaczy się ideologią i nie szuka usprawiedliwień.
Nie boi się brzydoty, jeśli ma prowadzić do prawdy.
I nie boi się piękna, jeśli ma prowadzić do siły.
Bo tylko taka ma sens.