SIEMA!

Dzięki, że wpadłęś/aś. Ta strona przeznaczona jest jedynie na ekrany monitorów. Zapraszam ponownie gdy wrócisz do domu i usiądziesz do komputera. Rozejrzyj się wokół, świat jest piękny!

Manifest Prometejski cz 1

Elity, Lucyfer i kryształowy kaptur:

paradoks alternatywnego konserwatyzmu

W świecie duchowości alternatywnej, ezoteryki, teorii spiskowych i antysystemowego aktywizmu coraz częściej pobrzmiewa jeden refren: „Elity czczą Szatana”. W sieci krążą obrazy rytuałów, pentagramów, czarnych mszalnych rytuałów na szczytach Davos i nazwiska George'a Sorosa zapisane od tyłu jako kod dostępu do Piekła. Co ciekawe, ci sami ludzie, którzy deklaratywnie odrzucają tradycyjną religię, którzy z lubością czyszczą swoje czakry ametystem i wierzą w istnienie wibracji 528Hz, powołują się na chrześcijańskie objawienia maryjne, wzywają do moralnej odnowy, tropią żydowskie spiski i ostrzegają przed upadkiem cywilizacji Zachodu – zupełnie jak ultrakonserwatywni kaznodzieje z Mega Kościołów w Stanach.

Paradoks? Jeszcze jaki.

Satanizm elit: oskarżenie, które legitymizuje wroga

Aby kogoś oskarżyć o satanizm, trzeba przyjąć jako prawdziwe pewne bardzo konkretne założenia:

  • że Szatan istnieje,
  • że Szatan jest zły,
  • że istnieje obiektywny dualizm dobra i zła,
  • że Szatan działa wbrew Bogu i trzeba się przed nim bronić.

Czyli: trzeba przyjąć fundamenty chrześcijańskiej ontologii i kategorii moralnych, nawet jeśli ma się na szyi mandalę, a w dłoni misę tybetańską. W ten sposób alternatywne środowiska – rzekomo odrzucające instytucjonalną religijność – reprodukują ją w podziemnej formie.

Lucyfer jako archetyp wyzwolenia?

W tradycji gnostyckiej, ezoterycznej, a czasem i literackiej, Lucyfer to nie wcielenie zła, ale symbol:

  • poznania,
  • buntu przeciwko tyranii,
  • oświecenia,
  • walki o duchową wolność.

Mitologiczne analogie z innymi postaciami outsiderów są dość silne. To przecież Prometeusz, który przynosi ogień ludzkości. To wąż z Raju, który otwiera oczy. To opozycja wobec Jahwe lub innych mitologicznych istot, które były zazdrosne, posesywne, narcystyczne, kontrolujące i upokarzające człowieka. A jednak ci sami alternatywiści, którzy czczą niezależność, bunt i oświecenie, uparcie przedstawiają Lucyfera jako źródło wszelkiego zła – zapominając, że ich pojmowanie zła pochodzi... właśnie z chrześcijańskiej teologii.

Jeśli ruchy alternatywne naprawdę byłyby gnostyckie, powinny widzieć Lucyfera nie jako straszną postać, lecz jako symbol własnych wartości: niezależności, walki z tyranią, ujawniania ukrytej wiedzy.

Ale tak nie jest.

Wiele ruchów alternatywnych to nieświadome krypto-chrześcijaństwo, często zabarwione krypto-konserwatyzmem: dualizm dobra i zła, silna wiara w opatrzność, duchową hierarchię i apokalipsę, etyczny tradycjonalizm i tęsknota za „czystym światem” – czyli rajem sprzed poznania.

Innymi słowy: buntują się przeciwko Babilonowi, ale nieświadomie używają jego Biblii.

Plakat na przystanku ze zdjęciami Grzegorza Brauna i Terrence McKenna i podpisem "Orator Mixtape"
Terrence'owi się dostało, za jego ciągłe, feministyczne walenie w mężczyzn oraz idealizowanie archaicznych, w gruncie rzeczy dość mrocznych matriarchatów. Plakat nosi tytuł "Dwie strony tej samej monety". Obawiam się, że współcześnie katokonwerwa i psychodeliczny szaman w szarawarach mogą być już tą samą stroną monety...

Powrót do Wschodu jako ucieczka od wolności?

Wraz z poglądem o "upadku Zachodu" często pojawiają się sympatie prorosyjskie, czy prochińskie. Bo tam jeszcze jest "tradycja, porządek, rodzina oraz brak ideologii gender". Tyle tylko, że Rosja to prawosławno-autorytarna kopia zachodniego konserwatyzmu, a Chiny to materialistyczna, technokratyczna dyktatura.

Wystarczy przecież spojrzeć z kim „kumplują” się Rosjanie i Chińczycy... Z Koreą Północną, Erytreą i paroma innymi, najgorszymi dyktaturami na świecie. Stoją po stronie środowisk radykalnego i antyludzkiego Islamu. Lubią watażków i autorytarnych cwaniaczków z kompleksem małego penisa. Czy to samo w sobie nie mówi Wam, po jakiej stronie historii stajecie?

W czym dokładnie owe kraje mają być duchową alternatywą? Czy nie dlatego są uwielbiane, że symbolicznie reprezentują porządek i kontrolę – to, czego Zachodni "duchowi rebelianci" tak naprawdę pragną? Czy nie jest to Frommowska „Ucieczka od wolności”?

Antysemicki cień: niewypowiedziany wspólny mianownik

Najbardziej niepokojącym, ale niezwykle częstym elementem tych środowisk jest antysemityzm. Nie zawsze otwarty, ale niemal zawsze obecny pod powierzchnią. Złowrogie "mędrce Syjonu", "kabalistyczne rytuały", "żydowskie media i banki". Ta sama nuta, co w kazaniach ultrakonserwatywnych duchownych, tylko z innym anturażem. Palo santo zamiast kościelnego kadzidła. Tego nie nauczyli się z kart Tarota. To wyniesione z wielowiekowej, kościelnej pedagogiki winy.

Protokoły Mędrców Syjonu, George Soros, „Żydzi kontrolują Hollywood/NASA/WTO”, kabalistyczne rytuały – to wszystko łączy ludzi, którzy teoretycznie są na przeciwległych biegunach światopoglądowych.

Ich wspólny wróg? Nowoczesność, intelektualizm, pluralizm, globalizm – a często również i Żyd jako alegoria tych pojęć.

Naszym zdaniem ta antyżydowska, w dużej mierze irracjonalna obsesja, działa jako archetypiczny „kulturowy katalizator” – pozwala projektować wszelkie niepokoje na zewnętrznego Innego. Niezależnie od tego, czy ktoś modli się do Maryi, czy do księżycowych energii.

Ponadto jest ona formą nieuświadomionej zawiści względem silniejszego. Żydzi – podobnie jak Zachodni Europejczycy – to jedna z najbardziej twórczych, postępowych, prometejskich grup w historii ludzkości.Wiele ideologii lewicowych lub prawicowych, to nie ma znaczenia, operuje na bazie tej zawiści. Na przekonaniu, że silniejszy jest silniejszy zapewne dlatego, że w jakiś sposób wykorzystał słabszego. I nie wielu ludzi ma odwagę zadać sobie pytanie, czemu właściwie słabszy jest słaby. Dla prometeisty, Nietzscheanisty lub duchowego libertarianina to pytanie jest tak samo istotne, jak pytanie o to, kto rządzi światem.

Nasza nieprzejednana krytyka chrześcijaństwa i komunizmu polega na tym, że obydwie ideologie – stargetowane pod masy o mentalności niewolniczej – nigdy nie postawiły znaku równości pomiędzy słabością a złem. A przecież większość zwykłego, powszedniego zła to bękart słabości i głupoty. Obydwie ideologie pięknie grają pod zawiść niewolniczych mas, dla których każda silna jednostka lub grupa (wciąż nawiązuję do Żydów) jest w jakiś sposób podejrzana. A jeżeli owa jednostka lub grupa do tego różni się czymś od masy – wyznaniem czy kolorem skóry – to już prawie że diabeł.

Niedgyś niszowa, wolnomyślicielska alternatywa, stała się zatem tubą najniższych i najbardziej prymitywnych instynktów człowieka masowego ery internetu.

Żydzi, masoni i cykliści

Wrogiem mas może być Obcy, Inny, lub Ukryty. W kontekście tego ostatniego, do środowisk duchowej alternatywy, badaczy zjawisk niewyjaśnionych i ufologii przesiąkła z chrześcijańskiej prawicy (jak wszystko co głupie i dysfunkcyjne) fiksacja na Masonach i innych ukrytych grupach, które od wieków kontrolują świat. To bardzo ciekawe, gdy spojrzy się na video na YouTube. Filmy o spiskowej narracji jakoby Masoni rządzili światem mają miliony wyświetleń. Natomiast kanały prawdziwych Stowarzyszeń Wolnomularzy, które omawiają ich historię i filozofię mają... Po kilkaset wyświetleń i po kilka komentarzy na krzyż. Serio. Jeżeli Masoni rządzą światem, to czy nie byłoby sensownym wejść na ich kanały, poznać nieco lepiej „wroga”, zadać mu niewygodne pytania w komentarzach? A jednak tania sensacja sprzedaje się lepiej. Na takim poziomie znajdujemy się jako ludzkość. Nie wiele posunęliśmy się naprzód od czasów Sumeru. A może nawet cofnęliśmy się?

To, że chrześcijańska prawica ma kosę z Wolnomularzami, to zrozumiałe – stanowią oni konkurencję dla facetów w czarnych sukienkach. "Żydzi przerabiają dzieci na macę, a Masoni czytają w Twoich myślach". Rozumiem dynamikę tej narracji – jedna sekta walczy i rywalizuje z inną sektą. To czego nie rozumiem, to w jaki sposób ludzie od UFO, ezoteryki, alternatywnych technologii i medycyny, mogli łyknąć takie grubo ciosane, kościółkowe narracje.

Żeby nie było, jest przeciwko komu się buntować – ale nie przeciwko kozłom ofiarnym wzburzonego motłochu, lecz przeciwko systemom ideologicznym, kulturowym, religijnym i edukacyjnym, które od wieków utrzymują nas w stanie rozwojowego zamrożenia.

Panie Ufo, ufom Tobie - obcy jako nowi mesjasze

W niektórych ezoterycznych kręgach szczególną rolę odgrywa także mitologia UFO. Tu również pojawia się znany dualizm: źli Reptilianie, zimnokrwiści władcy świata, oraz dobrzy Plejadianie – duchowe istoty światła, które mają nas wybawić z Matrixa. Niektórzy ufają, że Obcy już ingerują w nasze losy, a ich statki krążą wokół Ziemi w oczekiwaniu na moment „wielkiego przebudzenia”.

Problem polega na tym, że te mitologie są często projekcją głębokich psychologicznych potrzeb: potrzeby wybawiciela, archetypu zbawcy, tęsknoty za wyższym porządkiem i kosmicznym sensem.

Ludzie ci, jak gdyby zupełnie wypierają oczywiste fakty ufologii, z których wynika, że nasze kontakty z Obcymi często pozbawione są natury konsensualnej – delikatnie rzecz ujmując. Często są wręcz przymusowe, przemocowe i traumatyzujące. Starożytne mitologie wskazują, iż „bogowie” traktowali nas raczej jako tanią siłę roboczą. To wszystko jednak umyka entuzjastom „kosmicznych wybawców”. A największym szokiem dla wyznawców bywa informacja, że żadna rasa – ani ludzka, ani pozaziemska – nie jest całkowicie dobra lub zła. Że mogą istnieć dobrzy Reptilianie. Że nawet Plejadianin może mieć swoją agendę. I że być może nikt nie przyleci nas uratować.

W Polskiej alternatywnie usłyszeć można dużo mesjanistycznego, kryptokatolickiego bzdurzenia o rzekomej wyjątkowości Polaków. Taki narcystyczny samozachwyt dość przeciętnego i jednocześnie bardzo straumatyzowanego narodu. Polscy ufolodzy są tak przesiąknięci nacjonalistyczno-mesjańsko-maryjnym archetypem, iż nie tylko wyznają oni teorię, jakoby Obcy byli dobrymi "kosmicznymi nauczycielami"; przytaczają również objawienia Maryjne i przepowiednie o tym, że "iskra wyjdzie z Polski", czekają na Apokalipsę (serio) i wybawców z nieba na spodkach. Jeżeli ten ostatni element scenografii zamienimy na Jezusa, to właściwie środowiska te niczym się od siebie nie różnią!

Najsmutniejsze jest to, że takiego stopnia zbiorowych urojeń uświadczysz tylko w naszej, słowiańskiej części świata. Na Zachodzie alternatywna, owszem, również lekko skręciła w prawo, ale ich poziom jest NIEPORÓWNYWALNY do naszego. Ich ufologia niestety prezentuje dużo wyższy poziom badawczy oraz intelektualny.

Temat

Alternatywa

Konserwatyzm katolicki

Zachód się zepsuł

Woke, Big Pharma, LGBT

Gender, liberalizm, upadek wartości

Elity są złe

Reptilianie, masoni, NWO

Żydzi, masoni, liberałowie

Powrót do źródeł

Natura, pradawna mądrość

Tradycja, Biblia, ojcowie Kościoła

Wiedza jest ukrywana

Prawda o UFO, Atlantis, szczepieniach

Prawda o masonach, Żydach, grzechu

Rytualne zło

Dzieci, adrenochrom, satanizm elit

Aborcja, „dzieciobójstwo duchowe” przez media

Zbawienie

Oczyszczenie przez energie, oświecenie

Pokuta, powrót do tradycyjnej wiary

Alternatywny konserwatyzm: druga strona tej samej monety

Ostatecznie wiele środowisk alternatywnych to nie żadna rewolucja – to reakcja. Tylko zamiast mszy – dym z szałwii. Zamiast różańca – mantra. Zamiast kapłana – influencer z TikToka. Ale moralna rama pojęciowa pozostaje ta sama:

  • świat się zepsuł,
  • wszystko jest spiskiem,
  • tylko "prawdziwi" poznają prawdę,
  • zbliża się koniec,
  • trzeba wrócić do korzeni.  

Tak naprawdę to nie jest bunt. To forma maskowanego głodu porządku, tęsknoty za Archetypem Ojca. To zjawisko ideologicznego konwergowania środowisk pozornie przeciwnych – „kościoła” i „alternatywy”,ezoteryki i tradycjonalizmu, technofobii i fundamentalizmu – które w praktyce dzielą wspólne lęki, symbole, struktury myślowe i wrogów. Różni ich forma, ale treść często jest bliźniacza.

Coś, co miało być nowe, otwarte, rewolucyjne – czyli alternatywa duchowa, New Age, spiskowa kontrkultura – w wielu przypadkach stało się lustrzanym odbiciem tego, co deklaratywnie zwalczało:

  • sztywne role płciowe,
  • uprzedzenia rasowe,
  • myślenie dogmatyczne,
  • manichejską moralność.

Pojawiła się po prostu konserwatywna duchowość dla tych, którzy nie lubią kościołów, ale potrzebują ojca i granic. Dla tych, którzy tęsknią za starą, dobrze znaną opowieścią o grzechu, winie i potrzebie pokuty – tylko z nowym logo, świecą sojową i muzyką ambient w tle.

Prometeizm: alternatywa bez strachu i podległości

Skoro już rozpoznaliśmy, że tak wiele „buntowniczych” środowisk duchowych wciąż operuje logiką winy, zbawienia i wroga – warto zapytać: jaka byłaby prawdziwa alternatywa? Może nią być, proponowany przez doktora filozofii Jasona Jorjani'ego Prometeusz – nie demon, nie anioł, ale symbol samostanowienia, który daje ludziom ogień. Nie po to, by ich kontrolować – ale by ich wyzwolić. Nie karci, nie poucza, nie grozi potępieniem – tylko daje narzędzie zmiany.

Ogień to symbol technologii, samostanowienia i optymistycznego spojrzenia w przyszłość. Człowiek de facto jest dzieckiem technologii, jako że używanie ognia do obróbki termicznej mięsa, mogło spowodować zwiększenie się objętości mózgu u naszych przodków, dając początek protoplastom homo sapiens.

Musisz myśleć spiskowo? – rób to dialektycznie

Prometeizm to wysiłek odbicia i odzyskania dobrych skojarzeń z pojęciem „postęp/postępowy”. W ostatniej dekadzie w środowiskach tzw. alternatywy dużo słyszy się o tym, że „postępowe elity” to, „postępowa lewica” tamto. Według nas postęp to kreatywność, przedsiębiorczość i wola tworzycielska człowieka. To na pewno nie poprawność polityczna, egalitarne obsesje i przewrażliwienie, nihilistyczna samonienawiść aktywistów i autoagresywne zapędy kulturowe.

Spiskowi mędrcy twierdzą, że społeczeństwa Zachodu są destabilizowane celowo, aby łatwiej rządziło się ukrytym elitom. Oczywiście nie ma to najmniejszego sensu z logicznego punktu widzenia. Społeczeństwo neurotycznie skłócone, zradykalizowane, zrezygnowane i zdemoralizowane nie jest na dłuższą metę do utrzymania. Na panów ktoś musi pracować. Niewolnik musi być relatywnie produktywny i nie może stwarzać problemów. Niewolnik musi wierzyć w zastany ład społeczny.

Jak dokręcić śrubę społeczeństwom Zachodu, które miłują wolność, indywidualizm oraz demokrację? To proste. Trzeba wpierw skojarzyć w ich głowach pojęcie „wolność” z demoralizacją, chaosem i nieporządkiem. Celem elit nie jest radykalizowanie lewicowej młodzieży. To tylko środek do celu. Celem jest zaprowadzenie jak najbardziej tradycjonalistycznego, neofeudalnego, patriarchalnego, autorytarnego ładu – ładu, za którym już tęsknicie. Ładu, którego Wy de facto wprowadzicie. Elity potrafiące myśleć dialektycznie już zacierają ręce.

Jeżeli już musimy myśleć spiskowo, oto jest nasza interpretacja tego, co obecnie dzieje się na Zachodzie.

Poza kulawe dychotomie ideowych klisz

Odrzucamy podział lewica-prawica, a raczej odrzucamy najbardziej upośledzające, uwsteczniające, nihilistyczne elementy obu stron. Odrzucamy lewicowe, egalitarne obsesje i prawicowy, pobożnościowy konserwatyzm. Afirmujemy lewicową pochwałę postępu i prawicową pochwałę siły i przedsiębiorczości.

Ale to nie koniec. Uważamy, że dychotomia religia-ateizm, to jedna z najgorszych rzeczy jakie mogły przydarzyć się ludzkiej myśli. Albo jesteś materialistycznym redukcjonistą, albo wierzysz w faceta na chmurce, piekło i niebo. Czy istnieje gorsza potwarz dla ludzkiego intelektu niż taki wybór?

Pomimo naszego racjonalizmu, odrzucamy materialistyczny redukcjonizm, ponieważ wszystko wskazuje na to, że postrzeganie pozazmysłowe (telepatia, prekognicja, telekineza) jest faktem. Faktem zbadanym naukowo dość solidnie, choć wypartym przez ideologów redukcjonizmu, którzy dominują naukę. (Mitch Horowitz opowiada TUTAJ w 28 minucie o tych badaniach, podając nazwiska badaczy i nazwy uniwersytetów, na których zostały przeprowadzone). Jeżeli istnieje coś, co według paradygmatu jest niemożliwe do zaistnienia, to znaczy, że sam paradygmat jest w jakiś sposób dziurawy.

Naukowe pochylenie się nad tak zwaną „duchowością”, oznacza koniec dla instytucjonalnej religii – gdyż obnaży jej bzdurność – oraz dla nauki traktowanej religijnie – gdyż obnaży jej kurczowe trzymanie się pomyłki. To koniec ery wiary, początek ery wiedzy. To moment, w którym otworzymy z hukiem szampana.

Właśnie ten "lucyferyczny" (nawiązując do tytułu niniejszego tekstu) prymat wiedzy nad wiarą w obrębie duchowości jest tym, co czyni nas zajadłymi wrogami tradycjonalistów. Ich teoretycy, jak René Guénon, domyślają się, że wspomniana Era Wiedzy musi nadejść i napawa to ich totalnym przerażeniem. Oni w głębi duszy czują, że to oznacza nieodwołalny kres dla ich religijnego zabobonu, statycznego modelu metafizyki i hierarchicznych podniet.

Człowiek jest gatunkiem nie dodefiniowanym, naszą stałą potencją są zmiany, a przyrodzonym prawem wolność i samoekspresja

Prometeizm nie potrzebuje zbawiciela ani sądu – uznaje, że człowiek nie został stworzony, lecz wciąż się tworzy. Że jesteśmy istotami o nieskończonym potencjale zmiany – biologicznie, psychicznie, duchowo.

To odrzucenie narracji grzechu pierworodnego, winy, odkupienia i sądu. To przejście od hierarchii do współtworzenia. To rozsądny techno optymizm – świadomość, że techne to nie diabeł, tylko przedłużenie naszej woli i zdolności.

To droga, która nie potrzebuje straszyć Reptilianami i Masonami, ani wzdychać do aniołów i zbawców. To droga, która mówi: jesteśmy tymi, na których czekaliśmy.

Jestem prometeistą.

Wierzę, że człowiek nie został stworzony – tylko stale się tworzy.
Że do Boga można dostać się poprzez rozwój, a nie podporządkowanie.
Że ogień jest święty, bo daje światło, a nie karze.
Zamiast samopotępienia – samoświadomość.
Zamiast końca świata – jego początek.