Nigdy nie potrafiłem rysować i zazdrościłem ludziom, którzy potrafili. Pusta, biała kartka, arkusz lub płótno przerażały mnie, gdy musiałem coś naszkicować lub namalować. Czułem się zagubiony i bezsilny.
Nie czułem jednak zagubienia, gdy na owej kartce miałem napisać wiersz lub wymyśloną na poczekaniu formę aforystyczną. Ah, to proste, a zatem jesteś pisarzem! Poetą? Aforystą? – ktoś mógłby zasugerować słysząc to wyznanie.
Tak... lubię pisać; pisywać. Ale nie, ja jestem projektantem GRAFICZNYM.
Kojarzycie ten dźwięk skrzeczenia przeskakującej po rowkach igły gramofonu? To wyobraźcie go sobie w akompaniamencie głuchej ciszy po wcześniejszej deklaracji tożsamościowej:
Jestem projektantem graficznym.
Grubo. Facet minął się z powołaniem. Zdarza się. Niezbadane są wyroki boskie.
Ale ja zawsze kochałem typografię. Zapach druku. Analizowanie dlaczego ilustracje w książce są umieszczone w tym dokładnie, estetycznie satysfakcjonującym miejscu, a nie w innym. Pociągało mnie nie tylko znaczenie słów, ale również forma budujących ich liter. Pociągały mnie śmiałe, intrygujące kompozycje kolumn tekstu i obrazów w dobrze zaprojektowanych magazynach i na stronach www.
Pusta biała kartka nie przerażała mnie tak bardzo, gdy dałeś mi nożyczki, klei i stos gazet. Z istniejących już form graficznych, takich jak zdjęcia lub formy geometryczne a także nagłówków i kolumn tekstu potrafiłem już zbudować coś konkretnego. Coś estetycznego. Co więcej, czułem się jak ryba w wodzie, gdy miałem stworzyć – używając formy kolażu – jakiś intrygujący, sprytny komunikat. Coś poetyckiego lub satyrycznego, coś, co mogłoby wylądować na plakacie lub na billboardzie.
Kolaże. Niechciana, gorsza forma sztuki, co? Wiele lat zajęło mi zrozumienie, że dizajner to nikt inny, jak kolażysta-montażysta. Zmieniają się tylko narzędzia – kiedyś skalpel i klej w sprayu, dzisiaj Adobe lub Affinity w komputerze. Projektant wcale nie musi umieć rysować – z tym zgodzi się wielu. Ale ja pójdę dużo radykalniej.
Lepiej, jakby projektant nie potrafił rysować.
Znacie ten motyw, że ludzie niewidomi mają bardziej wyostrzony słuch i wyczucie przestrzenne? Człowiek twórczy, pracujący w sztukach wizualnych, który nie potrafi rysować, wyrobi w sobie inne zmysły i potencje. Takie, które są absolutnie kluczowe w kilku aspektach dizajnu, szczególnie w dwóch: w projektowaniu logotypów i brandingu oraz projektowaniu layoutów.
Jedno i drugie to budowanie kolaży.
Logo to budowanie wysoce konceptualnych, minimalistycznych kolaży skojarzeń i symboli. Zauważyłem coś fascynującego. Rysownicy i malarze na ogół nie potrafią projektować logotypów. Projektują zazwyczaj małe rysuneczki a nie symbole. To dwa zupełnie inne zestawy umiejętności. To, że osoba ze zdolnościami pisarskimi jest – po odpowiednim, gruntownym przyuczeniu do warsztatu projektanckiego – dobra w projektowaniu symboli pojęć, w ogóle mnie nie zaskakuje. Logo, podobnie jak wiersze, to malowanie skojarzeniami i sprytnymi koncepcjami bardziej niż samym obrazem.
Z layoutami jest nieco trudniej. Tutaj potrzebne jest solidne opanowanie kompozycji, rytmu i teorii koloru. Ale to wszystko są rzeczy, których można się nauczyć. Projektowanie opakowań to ten typ dizajnu, który wymaga najbardziej rozwiniętych zdolności plastycznych. Tam jest dużo koloru, dużo ozdobników, dużo więcej rysunków niż zdjęć. Ale layout typograficzny magazynów lub stron, w którym operowanie kolorami jest ograniczone i pracuje się przede wszystkim na prefabrykatach (zdjęcia i tekst), to już robota dla typowego kolażysty-konceptualisty. Dla specjalisty od komunikatu wizualnego.
Dizajn to w końcu komunikaty. Tam zawsze są słowa, zdania, całe akapity. Operowanie kształtem, kolorem i fotografią to sztuka sama w sobie, owszem, ale to jednocześnie tylko środek do tego, by podbić widoczność, czytelność i uwodzącą estetykę przekazu.
Dizajn to sztuka uwodzenia – alchemiczna przemiana komunikatu w coś magnetycznego dla odbiorcy.
Dokładnie tym samym jest mój street-art, którego nazywam Sztuką Szarej Strefy Reklamy. Gdy przestałem malować naścienne malowidła i wszedłem do świata papieru, nożyczek i kleju (oraz Photoshopa), by wklejać się z wielkoformatowym plakatem w puste billboardy, to był niesamowicie ważny przełom dla mojego rozwoju artystycznego.
Jestem aforystą, konceptualistą i kolażystą – to najlepsze połączenie dla projektanta artystycznego. Czyli takiego, który podąża bardziej za tradycją Cranbrook Academy of Arts niż za spóścizną Paul Rand'a. Dla kogoś, kto chce zostawić po sobie nieco więcej, niż portfolio korporacyjnych identyfikacji lub marketingowych landing page'y.
Strona, którą czytasz, jest de facto próbą testowania alternatywnych wzorców projektowania strony www. Strony innej, niż miliony trzaskanych na podobnych patentach.
Z perspektywy czasu nie oddałbym tych potencji za umiejętność rysowania. Teraz już wiem, że ludzie którzy ją posiadają, mają dokładnie tyle samo powodów do zazdrości w stosunku do mnie, co ja do nich.
Redaktor naczelny i jedyny jednocześnie,
Jakub Skaza a.k.a. Zakas

