SIEMA!

Dzięki, że wpadłęś/aś. Ta strona przeznaczona jest jedynie na ekrany monitorów. Zapraszam ponownie gdy wrócisz do domu i usiądziesz do komputera. Rozejrzyj się wokół, świat jest piękny!

Jestem dumnym klasowym zdrajcą

O ludowych urojeniach lewicy i prawicy

Och, myślę, że zdecydowanie znajdujemy się w stanie przejściowym. To chaos u kresu historii. Jednak prawdopodobnie nie ma powodu do niepokoju. Wyobrażam sobie, że to po prostu normalna sytuacja, jaka panuje, gdy gatunek przygotowuje się do odlotu w kosmos.” Terrence McKenna

Ludzie Zachodu zaliczają ostrą cofkę rozwojową. Aż przykro się patrzy. Emocjonalizm ponad racjonalizm. Grupowe tożsamości ponad mit indywidualizmu, który zbudował niegdyś naszą etykę i naszą potęgę twórczą. Wzajemna wrogość zamiast otwartości. Tęsknoty za tym co minione – komuną lub feudalizmem (w zależności od lewego lub prawego skrzydła), zamiast śmiałego spojrzenia w przyszłość.

Globalnie powraca religijny zabobon, choć jeszcze dekadę temu religia obumierała. Powraca nacjonalizm, choć dekadę temu nikt poważny nie brał go na poważnie.

Poziom bezkrytycznej wiary w teorie spiskowe dobija sufitu, jednocześnie dorabiając kiepską gębę tym, którzy jeszcze dekadę temu byli krytycznymi badaczami zjawisk niewyjaśnionych.

Środowiska obrony praw mężczyzn zamieniły się w antykobiecą, dogmatyczną sektę dla autystów.

Lewica, która kiedyś broniła człowieka pracy, odkleiła się całkowicie od rzeczywistości i w dużej mierze jest współodpowiedzialna za modny dziś, reakcyjny szał prawicowej młodzieży.

Triumfuje wyzuta z racjonalnej refleksji (samo)nienawiść do Zachodu i jeszcze bardziej głupi antysemityzm. Logika i fakty wpierw przestały się liczyć dla lewicy, teraz gubi je również prawica.

To jedna warstwa beznadziei. Druga warstwa to fakt, że Polska, która przez większość swojej historii była typowym, pogrążonym w biedzie, wschodnioeuropejskim – za przeproszeniem – kurwidołem, choć przez ostatnie 20 lat zaliczyła niesamowity rozwojowy skok, okazuje się mentalnie odwracać w stronę Białorusi – na co wskazują narastające, antyzachodnie i autorytarne nastroje. A homo sovieticus miał być przecież zamkniętym rozdziałem.

Wyznaję. Ja całe życie żywiłem mniej lub bardziej skrywaną niechęć i zawiść względem elit –zarówno ekonomicznych jak również intelektualnych. A także do klasy średniej. Utożsamiałem się z klasami niższymi, choć tak naprawdę wcale do nich nie pasowałem. Tym niemniej to był mój wentyl bezpieczeństwa. Tak odreagowywałem społeczne niedostosowanie i życiowego upośledzenie. Tak dawałem upust frustracji płynącej z emocjonalnych i osobowościowych zaburzeń, których nabawiłem się podczas szalenie traumatyzującego dzieciństwa.

Wrażliwy, poraniony chłopak, za wszelką cenę szukający swojej tożsamości. Konflikty z prawem, nie ukończone studia, używki, przemoc, autodestrukcja.

I potworny żal i zawiść względem tych, którzy mieli łatwiej i lżej. Wobec tych, którzy mieli lepsze wzorce w domu, a ich życie było ich własnym scenariuszem.

Gardziłem wielkomiejską inteligencją, ich konformizmem, ich liberalizmem gospodarczym i etycznym. Wpierw jako skrajny lewak (anarchokomunista), dla którego rewolucja i walka klas były symbolami zemsty na społeczeństwie. Następnie jako człowiek o poglądach dość wolnościowych a jednak mocno flirtujący z konserwatyzmem i teoriami spiskowymi. W gruncie rzeczywciąż jedną nogą byłem nihilistą tyle, że pod inną banderą.

Mianownik jest wspólny – zawsze byłem po stronie ludu. W wydaniu bardziej komunizującym lub bardziej nacjonalizującym. Wiele lat zajęło mi pełne zrozumienie faktu, że to nie jest stereotyp – że lud w swojej masie naprawdę jest ciemny, zabobonny i nienawistny. I że bieda, to głównie stan umysłu a nie spisek wielkich kapitalistów. Że bieda, to szalenie dysfunkcyjne wzorce zachowań i przekonań, przekazywanych z pokolenia na pokolenie – od setek lat. To niskie poczucie własnej wartości, wyuczona bezradność i niezdolność do odraczania gratyfikacji w czasie. To umysłowa matryca, zatruwająca młody umysł od urodzenia.

Lewackie ludowe urojenia

Lewicowcy lubią przedstawiać kler jako grupę manipulującą, uciskającą i sprawującą rząd dusz. I nie zrozum mnie źle, wiele tych stwierdzeń jest bardzo prawdziwych, szczególnie historycznie. Ale kler to hierarchia. I jak w każdej hierarchii ludzie są różni. I jak w każdej hierarchii zdarza się selekcja negatywna w górę – często wygrywają cwani, chciwi lub pozbawieni skrupułów. Bardzo ludowy pogląd prawda? Ale jest tutaj mały zwrot akcji.

Bo widzisz, mój brat jest Jezuitą. Poznałem wielu młodych kleryków z jego otoczenia i to byli ultrawartościowi ludzie. Postępowi, z otwartą głową, tolerancyjni, z silnym filozoficznym zacięciem. Ja wiem, że oni bardzo by chcieli do swoich kazań włączyć nieco bardziej awangardowe spojrzenie na duchowość. Ale nie mogą. Nie mogą, ponieważ wierni zaczęliby szemrać, gdyby usłyszeli coś, co nie jest zgodne z mrocznym i przaśnym katolicyzmem ludowym.

To jest właśnie to, co umyka lewicowym antyklerykałom. Ja jestem antyreligijny (i to jak!), ale nie jestem antyklerykalny, ponieważ zbyt dobrze wiem, że zdecydowana większość zabobonu, ciemnogrodu i pogardy do wszystkiego co inne, płynie właśnie od wiernych. Od ludu. Czy zwróciłeś kiedyś uwagę, że skrajne środowiska pro life prawie zawsze składają się z osób świeckich a nie z księży?

Lewica idealizuje lud. Słabszy to zawsze ten dobry, silniejszy to zawsze ten zły. Robotnik jest zawsze uciskany i nawet jeżeli jest on moralnym i intelektualnym zerem, to nigdy nie jest jego wina i nigdy nie powinniśmy od niego wymagać, aby takowym przestał być. To taki klasowy rasizm niskich oczekiwań, wymieszany z garścią idealistycznych urojeń.

Prawackie ludowo-narodowe urojenia

Kultury którym nie udało się wzbić na wyżyny kreacji i organizacji – jak na przykład słowiańska lub afrykańska – mają zazwyczaj bardzo duże pretensje do świata i wysokie urojenia na swój własny temat. Ale to jeszcze nic. Owym urojeniom wielkościowym zawsze towarzyszy paradoksalna tożsamość ofiary. Można odnieść wrażenie, że im mniejsze są osiągnięcia danej cywilizacji, tym wyższy jest poziom tego paradoksu.

Bylibyście zaszokowani jak podobne są narracje turbosłowian i czarnych nacjonalistów. Coś niesamowitego. Jedni i drudzy byli niegdyś posiadaczami mitycznych królestw oraz imperiów. Jedni i drudzy są ofiarami strasznej dziejowej niesprawiedliwości. Jedni i drudzy są przewrażliwieni na swoim własnym punkcie i wyczuleni na jakąkolwiek krytykę. Jedni i drudzy przepełnieni są podejrzeniami i nienawiścią wobec tych, którym udało się zbudować dojrzałe i silne państwowości.

W prawicowych narracjach resentyment narodowy i klasowy przeplata się ze sobą. Tutaj polityk i kapitalista jest zły nie dlatego, że jest politykiem lub kapitalistą, ale dlatego, że może być ukrytym Żydem (szczególnie popularne) lub służyć obcym siłom, czyli państwom o silniejszych gospodarkach i instytucjach.

I w obrębie tych dysfunkcyjnych nacji to właśnie liberalna, demokratyczna część wielkomiejskiej inteligencji, jest jedyną klasą społeczną, która jest impregnowana na urojenia, uroszczenia i nienawiść.

I właśnie dlatego stałem się świadomym i dumnym klasowym zdrajcą. Bo potęgi nie buduje się pieniactwem, pisaniem mitów, lecz kreatywnością i pracą organiczną. Bo liberalizm jest etycznie wyższy i jest najbardziej żyzną glebą dla ludzkiego rozwoju. Bo nie mam już potrzeby uciekać przed wolnością jak mawiał Fromm – przed wolnością nie ma potrzeby uciekać nikt, kto powziął 100 procent odpowiedzialności za siebie. Kto ma trzeźwy kontakt z rzeczywistością i drugim człowiekiem. Kto nie jest zakładnikiem dogmatycznych ideologii.

Liberał – jedyny dorosły w pomieszczeniu?

Owszem inteligenckie, wielkomiejskie, liberalne elity mają swoje wady i ograniczenia. Bez dwóch zdań. Są zbyt ufni autorytetom i obowiązującym paradygmatom. Bywają również zbyt konformistyczni. Ale w końcu dotarło do mnie, że to niekonserwatywny lud, ani postępowi wiecowi krzykacze, którzy mianują się przedstawicielami owego ludu, tak naprawdę pchają świat do przodu. To nie oni budują państwo i to nie oni je reformują. To nie oni tworzą wynalazki i przełomy w nauce a także sztuce.

Budowniczowie, artyści i odważni reformatorzy to zazwyczaj ludzie inteligencji. To ci, którzy odnaleźli w sobie odwagę, by przeciwstawić się zarówno swoim "oświeconym" kolegom jak i ciemnemu „motłochowi”. To właśnie tacy ludzie krzyczeli, że Ziemia jest kulą – i oddawali za to życie.

Dziś „motłoch” znowu krzyczy, że Ziemia jest płaska. Inteligencja z kolei kurczowo trzyma się określonych paradygmatów, jak gdyby bojąc się, że są tylko dwie możliwości. Albo racjonalizm i materializm, albo irracjonalizm i zabobon. I którąś już dekadę nie ma komu pochylić się nad zagadnieniem postrzegania pozazmysłowego, którego nijak nie da się wyjaśnić przy pomocy materialistycznego redukcjonizmu. A przynajmniej nie w obecnej jego formie.

A ja uważam, że zbadanie prawdziwego i pełnego potencjału człowieka, może okazać się tym przełomem, który wyprowadzi Zachód z kryzysu egzystencji i wyznaczy nam nowe szczyty do zdobycia. Ale tego nie zrobi zabobonny, bojący się diabła lud. To zrobi ktoś, kto posiada iskrę twórczą w sobie i kto miłuje ją w innych ludziach. To zrobi odważny i nonkonformistyczny inteligent – jak zawsze.

Prometeizm jako symbol oświeconego buntu

Trzeba to nazwać po imieniu. Liberalizm nie ma symbolicznego jebnięcia – za przeproszeniem. Kojarzy się ze starymi dziadami w marynarkach lub wielkomiejską młodzieżą od przysłowiowego „sojowego latte”. Ma swoje bardzo poważne ograniczenia – jak dogmat materialistycznego redukcjonizmu i źle pojmowany racjonalizm. Ponadto, jeżeli liberał jest jedynym dorosłym w pomieszczeniu, to zawsze głośniejsze będą dzieciaki, które krzyczą: wal się tato!

Liberał to również typ „dobrego drobnomieszczanina”, który chce uchodzić za społecznie szanowanego, miłego, tolerancyjnego i otwartego. I to jest problematyczne w czasach tarć i potencjalnie rozwojowych, globalnych konfliktów ideowych. Liberalizm stracił masowe poparcie, ponieważ bycie „miłym i otwartym” jest ważniejsze, niż asertywne odcięcie się od skrajnie egalitarnych szaleństw.

Bo przecież obok materializmu kolejną rzeczą, która odstręcza młodych od liberalizmu, jest kompletna naiwność i brak krytycyzmu w kwestiach genderowych. Współczesny liberał – w imię równości - aktywnie lub pasywnie popiera pogląd, że kobieta i mężczyzna to dokładnie taka sama istota. A to prowadzi do absurdalnych i problematycznych zjawisk kulturowych, społecznych i legislacyjnych (jak na przykład pozywanie firm w USA za nie wystarczająca ilość kobiet wśród pracowników).

Ludzie to widzą. Ludzie widzą ten rozdźwięk pomiędzy deklarowanym racjonalizmem a irracjonalnymi przekonanymi, akceptowanymi w liberalnym światku lub świecie.

Absolutnie ślepa wiara i fetyszyzowanie autorytetów i paradygmatów naukowych, prowadzi do sytuacji, w której liberałowie występują w roli użytecznych idiotów Big Pharmy i wielkich korporacji przemysłu spożywczego. W jaki sposób? Szczując na tych naukowców lub intelektualistów, których narracja (a czasem wręcz badania) wchodzą w kolizję z interesami owych korporacji.

Szury”, „nienaukowe brednie” – krzyczy liberał z łamów swojej prasy.

Ludzie to wszystko widzą i oceniają.

Dlatego ja wolę nazywać siebie prometeistą – to bardzo skuteczna separacja od lewicy, prawicy i ludowych sentymentów jednocześnie. To optymistyczne spojrzenie w przyszłość, afirmacja ludzkiej woli i potencjału twórczego, wolności jednostki, a także (czego nie ma liberalizm!) burzenia zaskorupiałych dogmatów i niesubordynacji wobec zardzewiałych autorytetów.

Prometeista to człowiek, który wierzy w postęp, nie będąc przy tym dobrym (i naiwnym) drobnomieszczaninem. To człowiek, który nie wierzy w spiski, ale który nie odrzuca możliwości ich istnienia, gdy oczywistość któregoś z nich sama rzuca się w oczy.

Odezwa na koniec

Drogi ludu, chcesz się cofnąć? Podopiekę komunistycznego lub nacjonalistycznego dyktatora, a może katolickiego monarchy? My nie ruszymy się ani o centymetr wstecz.

Droga inteligencjo, przyjmij do wiadomości, że nauka nie jest nieomylna, gdyż rządzi się taką samą dynamiką władzy i psychologicznymi mechanizmami, jak każda inna ludzka instytucja. Zacznij badać postrzeganie pozazmysłowe oraz inne niepoznane i nie wyjaśnione potencje ludzkie.

To one mogą stać się inspiracją do wyjścia z kryzysu tożsamości człowieka Zachodu i wyłonienia się niczeańskiego Nadczłowieka. A przecież Człowieka Ostatniego mijamy co dzień na ulicy.

To już ten czas!

Manifest Prometejski #3